Padał deszcz. Nie cierpię deszczu. Czy jest w ogóle jakaś rzecz która mi odpowiada? Nie - odpowiedziałem po chwili sam sobie. Przecież jestem pesymistą.
Błysk. Grzmot.
"Oho, chyba muszę znaleźć sobie jakieś miejsce, gdzie mogę spędzić noc" - pomyślałem. Moje spojrzenie padło na duże, dębowe drzwi i napis "Itsy Batsy Hotel" powieszony nad nimi.
"Hotel? W sumie, czemu nie..." - wszedłem po kamiennych schodkach i już, już miałem nacisnąć przycisk dzwonka kiedy w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. Zaraz, przecież tak ktoś może być. Nie, na pewno tam będzie!
Odstąpiłem na chwilę od dzwonka mrużąc oczy w zamyśleniu. Po chwili jednak opamiętałem się.
"Co ze mnie za facet?" - zapytałem sam siebie w myślach - "No dalej, tylko ten jeden raz..."
Moja łapa powoli zbliżała się w kierunku przycisku. Nie zdążyłem jednak go nacisnąć, ponieważ drzwi gwałtownie się otworzyły, a w ich progu stanęła młoda, wysoka dziewczyna.
Siła uderzenia odrzuciła mnie w kierunku dużej, błotnej kałuży, a winowajczyni wydała zduszony okrzyk.
(Ichigo? Napiszesz ciąg dalszy naszego spotkania? ;) )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz